Podniosłam się powoli i nałożyłam na siebie mój puchowy szlafrok w misie. Otworzyłam drzwi od swojego pokoju.Muzyka niosła się z dołu. Zbiegłam szybko po schodach. Nikogo nie było. Boże co za patologia. Wyłączyłam wielkie stereo,które dudniło niemiłosiernie i odetchnęłam. Dobrze,że pani Pitch odpuściła sobie dzisiaj dzwonienia na policję, bo znów zastaliby mnie w piżamach. To za pierwszym razem nie było śmieszne,ale za piątym już w ogóle nic nie powiem. Zawsze szukam plusów mieszkania z siostrą,ale nigdy jakoś dziwnym trafem ich nie znajduje. Jak ją zobaczę to za siebie nie ręcze.
Żeby jakoś się uspokoić poszłam do kuchni i nalałam sobie trochę soku. Upiłam łyk zimnej cieczy i czułam jak rozchodzi się po całym moim gardle. Upiłam następny łyk,ale niestety nie dane było mi przełknąć, bo moja siostra za bardzo mnie przestraszyła i wyplułam zawartość mojej buzi na marmurowe kafelki.
-Czy ciebie już do reszty pogięło?!
-Troszke.
-Wydaję mi się,że więcej niż troszkę. - Otarłam swoją twarz ręką. - Posprzątaj to!
-Już,już. Co cie dzisiaj ugryzło?
-Hmmm...no nie wiem, może to,że znowu stereo grało na całą chate?!
-Mów sobie co chcesz,ale to najlepszy sposób,żeby cię obudzić.
-Ej,a próbowałaś po prostu krzyknąć?
-A wiesz,że nie?
-Z kim ja żyje.
Wycofałam się do salonu i rozsiadłam na skórzanej sofie. Niestety to też nie było mi dane,bo zadzwonił dzwonek,który oznaczał,że mamy gościa. Pewnie to pani Pitch,albo co gorsza policja.
Wstałam i podeszłam do drzwi. Teraz żałuję,że nie wzięłyśmy ze Stellą tych drzwi z dziurką przez którą widać kto idzie. Wzięłam parę oddechów i otworzyłam.
To wcale nie była pani Pitch,tylko Brian. Przetarłam oczy ze zmęczenia.
-Brian, głupku. Miałeś być na 12.
-No tak, bo jest 12,prawda?
-Nie? Jest 9:30. Patrz.
Chwyciłam chłopaka za kurtkę i pokazałam na zegar w przedpokoju.
-Tak. Tylko,że ten zegar nie działa, Rose.
Wtedy rzeczywiście zobaczyłam, że zegarowi nie ruszają się wskazówki. Rany.
-O rzesz w dupcię. Sorki,ale w domu jest tylko ten zegar.
-Nie ma sprawy. No to co? Spotkamy się jutro,tak?
-Wiesz. Ee,jutro to nie za bardzo bo ide z Katy na zakupy. A co powiesz na pojutrze?
-Pasuje.
-Jeszcze raz, serio cię przepraszam.
-A ja ci jeszcze raz powtarzam,że nie ma sprawy.
Uśmiechnęłam się i zamknęłam za chłopakiem drzwi. Ostatnio jest przy mnie jakiś spięty. Ciekawe o co może mu chodzić?
Skoro nie miałam żadnych planów na dzisiejszy dzień to wreszcie sobie poleniuchuje. Uśmiechnęłam się aż na samą myśl. Wróciłam do kuchni,żeby oznajmić Stelli,że dziś nic nie robię,bo byłam z tego naprawdę dumna.
-Stella,dzisiaj nic nie robię.
-Jak to nic? Idziesz ze mną na imprezę.
-Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć?
-Właśnie w tej chwili.
Moja siostra ma inteligencje jak pierwszoklasista. To zrozumiałe, tylko czemu to akurat ja musze mieć siostrę? Czemu nie przytrafiło się to komuś kto takiej siostry nie ma?
-Za 15 minut wychodzimy.
-Ale gdzie?
-No na zakupy.
Momencik. Moja siostra spojrzała na zegar mówiąc że "wychodzimy za 15 minut", a on nie działa,więc będę mogła się jeszcze przespać, i przy okazji nie pójść na tą imprezę.
-Ok. Stella. 15 minut.
Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam na górę. Ogarnęłam trochę w pokoju i położyłam się do snu. Już odchodziłam do krainy Mofeusza,gdzie jest tak błogo,ale to chyba też nie było mi dane,bo prosto przy moim uchu zabrzmiał klakson.
-15 minut minęło! Co ty śpisz?! Przecież miałyśmy już wychodzić!
Nie no serio?! Akurat w takiej rzeczy musiała być mądra?
-O jeny. Zasnęło mi się. Daj mi jeszcze 15 minut.
-Dobra,ale wstawaj!
W takich momentach chce mi się klnąć i wrzeszczeć na cały świat.
Zerwałam się z łóżka i wyciągnęłam jakieś rzeczy na dzisiaj. Był to biały sweter i zwykłe czarne rurki. Przeczesałam włosy i było dobrze. Żadne buty nie pasowały do tego wystroju,więc musiałam pójść wziąć jakieś od Stelli. Okazało się,że ma więcej ciuchów ode mnie co było oburzające,więc zabrałam kilka jej sukienek i wysokie,czarne buty na koturnie. Nie zorientuje się. Zbiegłam znowu na dół o mało się nie zabijając na tych koturnach.
-Masz.
-Co to?
-Torebka? W środku masz telefon i moje pieniądze,bo ja nie mam na nie miejsca.
-Stella. Idziemy na zakupy,żeby coś kupić, a ty nie masz już miejsca na pieniądze?
-Moja torebka, to nie jest torba. To po pierwsze. A po drugie, ten portfel jest za duży do mojej torebki, a jest z czystej włoskiej skóry,więc trzeba go wziąć.
-Ja pierdole.
-Hmmm?
-Nie nic,nic.
:* // love
Genialne ♥ kiedy pierwszy rozdział? :)
OdpowiedzUsuńŻyczę dużo weny Marry ;)
Dzięki bardzo ♥
Usuń1 rozdział już jest. :)))
Poprostu cudoooo <3
OdpowiedzUsuńNie no ja poprostu cie kocham za tego bloga. <3
Dziękuję bardzo ♥
Usuń