wtorek, 4 lutego 2014

~Rozdz.5~

-A więc...pokłóciłaś się z siostrą i Harry zaprosił cię na trochę do nas? -spytał znowu Zayn. 
-Tak. Mniej więcej właśnie tak. 
-O-okej, mi tam pasuje. -odparł Lou  z uśmiechem na twarzy. Jeszcze raz go przytuliłam. 
-Jest już Ell? 
-Nie, jeszcze nie wróciła. Tak bardzo ją polubiłaś? 
-Wydaje się miła. Po prostu. 
Byłam zdziwiona faktem, że wszyscy byli zdziwieni, że lubie Eleanor. Wydaje się być naprawdę wporządku. 
Harry popatrzył na nas chwilę, ale zaraz potem chciał mnie zaprowadzić do mojego pokoju. To znaczy, do pokoju gościnnego. 
Pomieszczenie, w którym miałam przez jakiś czas mieszkać było wielkie. Dokładnie takie jak salon w moim domu. Prawie całe miejsce zajmowało wielkie łóżko, na którym zmieściłoby się chyba sześć osób. 
-Mam sama spać na takim wielkim łóżku? -spytałam, ale zaraz chciałam cofnąć czas. To zabrzmiało, jakbym była biedna, albo co gorsza jakbym chciała spać z Harrym. O boże. 
-Raczej tak, chyba że weźmiesz kogoś z nas do towarzystwa.
Poruszył dziwnie brwiami, na co się skrzywiłam. Nie dzięki, nie chcę spać z tobą ZNOWU. 
-Nie wezmę, ale dzięki za troskę. 
-Okej, no to tam jest twoja łazienka, a resztę napewno się jakoś domyślisz. -odparł loczek. 
-Ta. 
-Więc, jakbyś jeszcze czegoś potrzebowała, to jestem na dole. -powiedział, po czym wyszedł, zostawiając mnie samą. 
Westchnęłam głęboko i wyłączyłam mój telefon. Nie chcę telefonów od mojej siostry. Dochodziła osiemnasta, a ja nie ukrywam...zrobiłam się głodna.
Wyszłam na palcach z pokoju i zeszłam po schodach, ale zatrzymała mnie czyjaś rozmowa. Usiadłam na marmurowej posadzce i przysłuchiwałam się uważnie.
-Nie chcę, żeby obca dziewczyna była w naszym domu. -powiedział jakiś głos. Nie mam pojęcia do kogo należał. -W ogóle jej nie znasz Harry. Mam dość tego, że sprowadzasz do domu laska po lasce. To wkurzające. -burknął.
Czyli nie jestem wyjątkiem? Aha. Fajnie wiedzieć.  A przez chwilę czułam się wyjątkowo.
-Liam, uwierz mi. Znam ją, i to nawet bardzo dobrze. -może go nie widzę, ale wiem że się uśmiecha. -Co miałem zrobić, gdy do mnie zadzwoniła? Zostawić ją, chociaż ją znam? Po za tym...jutro jest gala, a ja nie miałem z kim iść. Pójdę z nią.
-Bardzo fajnie Styles, że się zakochałeś i te sprawy, ale ja się nie zgadzam. -to głos Louisa. Zdecydowanie.
-Czemu się nie zgadzasz? -spytał. -I ja nie jestem w niej zakochany!
-Bo ją lubię. Jest zwykłą dziewczyną i na pewno nie jest gotowa na to, żeby stracić prywatność, a tak się stanie, gdy tam ją zabierzesz. Paparazzi nie dadzą jej spokoju. Nie pamiętacie jak bardzo przesrane miała Ell? -spytał ich, ale w jego głosie słychać było pewność siebie. Był pewny tego co mówił.
-Tak, ale nie wiadomo czy ona tego nie chce. -stwierdził Zayn. -Perrie kocha być sławna. Każda dziewczyna o tym marzy, Lou.
-Rose wydaje się inna. Może się mylę, ale nie chcę, żeby była nieszczęśliwa. Zasługuje na to co najlepsze, Styles. Nie dasz jej tego. Nikt z nas tu siedzących tego nie zrobi, więc niech pomieszka u nas ile będzie chciała, a potem niech wróci do swojego idealnego, normalnego życia. -mruknął niezadowolony.
Jestem pewna, że się zarumieniłam. To wszystko wydaje się być snem na jawie. Tak, to jakiś sen. Dziwny, pokręcony sen. Nic więcej.
W prawdziwym życiu nie przespałabym się, a nawet nie poruszała się w towarzystwie takich gwiazd. Nie byłabym na łaskach Harry'ego Stylesa, gwiazdy One Direction. I na pewno nie mieszkałabym u niego w domu. To musi być sen.
Zeszłam powoli po schodach, a w swoje ręce chwyciłam skrawek bluzki, którą miałam na sobie. Nie miałam ochoty patrzeć im w oczy, bo zwyczajnie się ich bałam.
-Rose! Jesteś może głodna? Może chcesz się czegoś napić? -Zayn objął mnie ramieniem i miło się uśmiechnął.
-Myślę, że powinnam stąd iść i dać wam spokój. -odrywam się od mulata i ukrywam wzrok w skarpetkach. -Nie chcę się nikomu narzucać, a już tym bardziej sławnym osobom, jakimi jesteście. Wybaczcie, że w ogóle zajęłam wam ten czas. -spoglądam po chłopakach. Mają zdezorientowane miny. -Jestem zwykłą dziewczyną, a wy jesteście sławami najwyższej ligi. Wielu z was poznało mnie na imprezie, ale mnie nie pamiętacie. I chyba...chyba nie chcę żebyście pamiętali. Jestem nikim, masz rację Lou. Nikim konkretnym, ale pamiętajcie że też jestem człowiekiem, tak jak wy. -popatrzyłam jeszcze przez chwilę w oczy Liamowi, który chyba najbardziej nie chce mojej obecności tutaj. -Więc proszę, nie traktujcie mnie jak ofiary losu, albo jak dziwki, którą Harry sobie wynajął, bo nią nie jestem. Myślałam, że nie sprawię mu trudności, jeśli będę tu przebywać, ale widocznie tak właśnie jest, dlatego dam wam spokój. Już teraz.  -poszłam schodami na górę i wróciłam na dół z walizką. -Spodziewałam się, że nawet takie persony jak wy są inne, ale to moje przypuszczenia. Przykro mi Liam, że tak bardzo cię zdenerwowałam i obiecuję ci, że już nigdy mnie nie spotkasz. A ty Harry...jesteś w porządku. Może i jesteś kobieciarzem, a moje miejsce powinna zajmować teraz blondyna z wielkim biustem i może wtedy lepiej byście mnie potraktowali, ale wiem, że można na tobie polegać. -założyłam swoją zieloną kurtkę i buty. -Dziękuję Louis. -skończyłam i pokierowałam się do wyjścia zostawiając oszołomionych chłopaków w salonie. Wolę spędzić tę noc na ulicy niż tutaj.