Ugryzłam się w język i rozłączyłam połączenie. Za chwile coś znów zawibrowało mi na tyłku. Przejechałam palcem po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha.
-Tak?
-Dzwoniłaś.
-Uhm wiesz,zadzwoniłam przez przypadek. -pisnęłam cała zesztywniała.
-Ah okej,masz jakiś dziwny głos,coś się stało? -spytał z troską.
Tak Harry stało się,nie mam gdzie mieszkać.
-Nie,jasne,że nic się nie stało. -powiedziałam szybko.
-Jesteś pewna? -spytał po raz kolejny.
-Nie. -wypaliłam. No co jest Rose? Miałaś udawać!!!
-Domyśliłem się. -zaśmiał się. -A więc co się stało?
Żołądek poderwał mi się do góry i parę razy zakręcił.
-Nie mam gdzie mieszkać.
-Ehem okej,gdzie jesteś? -spytał ze stoickim spokojem.
-Routh street 30,a czemu pytasz? -spytałam przestraszona.
-Skoro zadzwoniłaś akurat do mnie z takim problemem,a plusem jest to,że już się trochę poznaliśmy to przygarnę cie do siebie. A zresztą,nawet gdybym cie nie znał zrobiłbym to samo.
Poczułam jak moja twarz wygina się w małym uśmieszku.
-Dzięki.
-Zaraz będę,do zobaczenia.
Rozłączył się.
Po chwili pod jednym z domów zatrzymał się czarny,nowoczesny i bardzo bardzo zajebiście zajebisty samochód. Dosłownie zatkało mnie jak zobaczyłam że Harry sprawnie z niego wysiada,bierze moje rzeczy,pakuje do bagażnika, a mi otwiera drzwi żebym wsiadła.
Cholera.
-Dzięki. -mruknęłam gdy ten wyjeżdżał na ulicę.
-Nie ma sprawy. -uśmiechnął się nie odrywając wzroku od jezdni. -Możesz mi tylko coś wyjaśnić? -mój żołądek znowu się zawinął a ręce zaczęły się pocić. Zaraz się zapyta co się stało że nagle nie mam gdzie mieszkać i co ja mu odpowiem?
No wiesz Harry,pokłóciłam się z siostrą bo jest stuknięta i no em wyniosłam się od niej, chociaż nie mam gdzie mieszkać.
-Czemu tak właściwie nie masz gdzie mieszkać? -spytał z rozbawieniem.
Tylko spokojnie,spokojnie.
-Pokłóciłam się z siostrą. -skrzywiłam się.
-Rozumiem,też mam siostrę,wiem jakie one są wkurzające. -parsknął śmiechem. -Kiedyś nawet jak mnie mocno wkurwiła to posmarowałem ją w nocy klejem,przez co miałem szlaban na tydzień,bo nie mogła wstać z łóżka.
Sama zaczęłam się śmiać.
-Na serio? -spytałam z rozbawieniem.
-Sama prawda. -uniósł ku górze dwa palce. -Słowo harcerza.
Samochód się zatrzymał.
-Jesteśmy,to ty już może wejdź do środka a ja wezme torbę i do ciebie dołącze.
Przytaknęłam ruchem głowy i zdecydowanym krokiem udałam się do środka willi.
-Harry naresz....Rose?
-Zayn? -spytałam zdziwiona.
-H-hej,a co ty tu robisz?
-Długa historia. -wywróciłam oczami.
-Mam czas,a tak właściwie mamy. -pokazał na salon,w którym siedzieli Niall jakiś brunet i Louis. LOUIS!
-Lou! -rzuciłam się na niego przytulając go.
-Hej Rose, zniknęłaś mi wczoraj, i co ty tu właściwie robisz?
-Właśnie. -przytaknął blondyn.
-Zaraz wam wyjaśnie. -powiedziałam spokojnie.
-Wyjaśnimy. -do pokoju wtargnął loczek.
Wszyscy spojrzeli na nas pytająco.
Jezu...mogłam zostać na ulicy.