-A więc...pokłóciłaś się z siostrą i Harry zaprosił cię na trochę do nas? -spytał znowu Zayn.
-Tak. Mniej więcej właśnie tak.
-O-okej, mi tam pasuje. -odparł Lou z uśmiechem na twarzy. Jeszcze raz go przytuliłam.
-Jest już Ell?
-Nie, jeszcze nie wróciła. Tak bardzo ją polubiłaś?
-Wydaje się miła. Po prostu.
Byłam zdziwiona faktem, że wszyscy byli zdziwieni, że lubie Eleanor. Wydaje się być naprawdę wporządku.
Harry popatrzył na nas chwilę, ale zaraz potem chciał mnie zaprowadzić do mojego pokoju. To znaczy, do pokoju gościnnego.
Pomieszczenie, w którym miałam przez jakiś czas mieszkać było wielkie. Dokładnie takie jak salon w moim domu. Prawie całe miejsce zajmowało wielkie łóżko, na którym zmieściłoby się chyba sześć osób.
-Mam sama spać na takim wielkim łóżku? -spytałam, ale zaraz chciałam cofnąć czas. To zabrzmiało, jakbym była biedna, albo co gorsza jakbym chciała spać z Harrym. O boże.
-Raczej tak, chyba że weźmiesz kogoś z nas do towarzystwa.
Poruszył dziwnie brwiami, na co się skrzywiłam. Nie dzięki, nie chcę spać z tobą ZNOWU.
-Nie wezmę, ale dzięki za troskę.
-Okej, no to tam jest twoja łazienka, a resztę napewno się jakoś domyślisz. -odparł loczek.
-Ta.
-Więc, jakbyś jeszcze czegoś potrzebowała, to jestem na dole. -powiedział, po czym wyszedł, zostawiając mnie samą.
Westchnęłam głęboko i wyłączyłam mój telefon. Nie chcę telefonów od mojej siostry. Dochodziła osiemnasta, a ja nie ukrywam...zrobiłam się głodna.
Wyszłam na palcach z pokoju i zeszłam po schodach, ale zatrzymała mnie czyjaś rozmowa. Usiadłam na marmurowej posadzce i przysłuchiwałam się uważnie.
-Nie chcę, żeby obca dziewczyna była w naszym domu. -powiedział jakiś głos. Nie mam pojęcia do kogo należał. -W ogóle jej nie znasz Harry. Mam dość tego, że sprowadzasz do domu laska po lasce. To wkurzające. -burknął.
Czyli nie jestem wyjątkiem? Aha. Fajnie wiedzieć. A przez chwilę czułam się wyjątkowo.
-Liam, uwierz mi. Znam ją, i to nawet bardzo dobrze. -może go nie widzę, ale wiem że się uśmiecha. -Co miałem zrobić, gdy do mnie zadzwoniła? Zostawić ją, chociaż ją znam? Po za tym...jutro jest gala, a ja nie miałem z kim iść. Pójdę z nią.
-Bardzo fajnie Styles, że się zakochałeś i te sprawy, ale ja się nie zgadzam. -to głos Louisa. Zdecydowanie.
-Czemu się nie zgadzasz? -spytał. -I ja nie jestem w niej zakochany!
-Bo ją lubię. Jest zwykłą dziewczyną i na pewno nie jest gotowa na to, żeby stracić prywatność, a tak się stanie, gdy tam ją zabierzesz. Paparazzi nie dadzą jej spokoju. Nie pamiętacie jak bardzo przesrane miała Ell? -spytał ich, ale w jego głosie słychać było pewność siebie. Był pewny tego co mówił.
-Tak, ale nie wiadomo czy ona tego nie chce. -stwierdził Zayn. -Perrie kocha być sławna. Każda dziewczyna o tym marzy, Lou.
-Rose wydaje się inna. Może się mylę, ale nie chcę, żeby była nieszczęśliwa. Zasługuje na to co najlepsze, Styles. Nie dasz jej tego. Nikt z nas tu siedzących tego nie zrobi, więc niech pomieszka u nas ile będzie chciała, a potem niech wróci do swojego idealnego, normalnego życia. -mruknął niezadowolony.
Jestem pewna, że się zarumieniłam. To wszystko wydaje się być snem na jawie. Tak, to jakiś sen. Dziwny, pokręcony sen. Nic więcej.
W prawdziwym życiu nie przespałabym się, a nawet nie poruszała się w towarzystwie takich gwiazd. Nie byłabym na łaskach Harry'ego Stylesa, gwiazdy One Direction. I na pewno nie mieszkałabym u niego w domu. To musi być sen.
Zeszłam powoli po schodach, a w swoje ręce chwyciłam skrawek bluzki, którą miałam na sobie. Nie miałam ochoty patrzeć im w oczy, bo zwyczajnie się ich bałam.
-Rose! Jesteś może głodna? Może chcesz się czegoś napić? -Zayn objął mnie ramieniem i miło się uśmiechnął.
-Myślę, że powinnam stąd iść i dać wam spokój. -odrywam się od mulata i ukrywam wzrok w skarpetkach. -Nie chcę się nikomu narzucać, a już tym bardziej sławnym osobom, jakimi jesteście. Wybaczcie, że w ogóle zajęłam wam ten czas. -spoglądam po chłopakach. Mają zdezorientowane miny. -Jestem zwykłą dziewczyną, a wy jesteście sławami najwyższej ligi. Wielu z was poznało mnie na imprezie, ale mnie nie pamiętacie. I chyba...chyba nie chcę żebyście pamiętali. Jestem nikim, masz rację Lou. Nikim konkretnym, ale pamiętajcie że też jestem człowiekiem, tak jak wy. -popatrzyłam jeszcze przez chwilę w oczy Liamowi, który chyba najbardziej nie chce mojej obecności tutaj. -Więc proszę, nie traktujcie mnie jak ofiary losu, albo jak dziwki, którą Harry sobie wynajął, bo nią nie jestem. Myślałam, że nie sprawię mu trudności, jeśli będę tu przebywać, ale widocznie tak właśnie jest, dlatego dam wam spokój. Już teraz. -poszłam schodami na górę i wróciłam na dół z walizką. -Spodziewałam się, że nawet takie persony jak wy są inne, ale to moje przypuszczenia. Przykro mi Liam, że tak bardzo cię zdenerwowałam i obiecuję ci, że już nigdy mnie nie spotkasz. A ty Harry...jesteś w porządku. Może i jesteś kobieciarzem, a moje miejsce powinna zajmować teraz blondyna z wielkim biustem i może wtedy lepiej byście mnie potraktowali, ale wiem, że można na tobie polegać. -założyłam swoją zieloną kurtkę i buty. -Dziękuję Louis. -skończyłam i pokierowałam się do wyjścia zostawiając oszołomionych chłopaków w salonie. Wolę spędzić tę noc na ulicy niż tutaj.
You are perfect. I'm not. That's sad, but truly...
Przeczytajcie,naprawdę polecam.
wtorek, 4 lutego 2014
niedziela, 1 grudnia 2013
~Rozdz.4~
Ugryzłam się w język i rozłączyłam połączenie. Za chwile coś znów zawibrowało mi na tyłku. Przejechałam palcem po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha.
-Tak?
-Dzwoniłaś.
-Uhm wiesz,zadzwoniłam przez przypadek. -pisnęłam cała zesztywniała.
-Ah okej,masz jakiś dziwny głos,coś się stało? -spytał z troską.
Tak Harry stało się,nie mam gdzie mieszkać.
-Nie,jasne,że nic się nie stało. -powiedziałam szybko.
-Jesteś pewna? -spytał po raz kolejny.
-Nie. -wypaliłam. No co jest Rose? Miałaś udawać!!!
-Domyśliłem się. -zaśmiał się. -A więc co się stało?
Żołądek poderwał mi się do góry i parę razy zakręcił.
-Nie mam gdzie mieszkać.
-Ehem okej,gdzie jesteś? -spytał ze stoickim spokojem.
-Routh street 30,a czemu pytasz? -spytałam przestraszona.
-Skoro zadzwoniłaś akurat do mnie z takim problemem,a plusem jest to,że już się trochę poznaliśmy to przygarnę cie do siebie. A zresztą,nawet gdybym cie nie znał zrobiłbym to samo.
Poczułam jak moja twarz wygina się w małym uśmieszku.
-Dzięki.
-Zaraz będę,do zobaczenia.
Rozłączył się.
Po chwili pod jednym z domów zatrzymał się czarny,nowoczesny i bardzo bardzo zajebiście zajebisty samochód. Dosłownie zatkało mnie jak zobaczyłam że Harry sprawnie z niego wysiada,bierze moje rzeczy,pakuje do bagażnika, a mi otwiera drzwi żebym wsiadła.
Cholera.
-Dzięki. -mruknęłam gdy ten wyjeżdżał na ulicę.
-Nie ma sprawy. -uśmiechnął się nie odrywając wzroku od jezdni. -Możesz mi tylko coś wyjaśnić? -mój żołądek znowu się zawinął a ręce zaczęły się pocić. Zaraz się zapyta co się stało że nagle nie mam gdzie mieszkać i co ja mu odpowiem?
No wiesz Harry,pokłóciłam się z siostrą bo jest stuknięta i no em wyniosłam się od niej, chociaż nie mam gdzie mieszkać.
-Czemu tak właściwie nie masz gdzie mieszkać? -spytał z rozbawieniem.
Tylko spokojnie,spokojnie.
-Pokłóciłam się z siostrą. -skrzywiłam się.
-Rozumiem,też mam siostrę,wiem jakie one są wkurzające. -parsknął śmiechem. -Kiedyś nawet jak mnie mocno wkurwiła to posmarowałem ją w nocy klejem,przez co miałem szlaban na tydzień,bo nie mogła wstać z łóżka.
Sama zaczęłam się śmiać.
-Na serio? -spytałam z rozbawieniem.
-Sama prawda. -uniósł ku górze dwa palce. -Słowo harcerza.
Samochód się zatrzymał.
-Jesteśmy,to ty już może wejdź do środka a ja wezme torbę i do ciebie dołącze.
Przytaknęłam ruchem głowy i zdecydowanym krokiem udałam się do środka willi.
-Harry naresz....Rose?
-Zayn? -spytałam zdziwiona.
-H-hej,a co ty tu robisz?
-Długa historia. -wywróciłam oczami.
-Mam czas,a tak właściwie mamy. -pokazał na salon,w którym siedzieli Niall jakiś brunet i Louis. LOUIS!
-Lou! -rzuciłam się na niego przytulając go.
-Hej Rose, zniknęłaś mi wczoraj, i co ty tu właściwie robisz?
-Właśnie. -przytaknął blondyn.
-Zaraz wam wyjaśnie. -powiedziałam spokojnie.
-Wyjaśnimy. -do pokoju wtargnął loczek.
Wszyscy spojrzeli na nas pytająco.
Jezu...mogłam zostać na ulicy.
-Tak?
-Dzwoniłaś.
-Uhm wiesz,zadzwoniłam przez przypadek. -pisnęłam cała zesztywniała.
-Ah okej,masz jakiś dziwny głos,coś się stało? -spytał z troską.
Tak Harry stało się,nie mam gdzie mieszkać.
-Nie,jasne,że nic się nie stało. -powiedziałam szybko.
-Jesteś pewna? -spytał po raz kolejny.
-Nie. -wypaliłam. No co jest Rose? Miałaś udawać!!!
-Domyśliłem się. -zaśmiał się. -A więc co się stało?
Żołądek poderwał mi się do góry i parę razy zakręcił.
-Nie mam gdzie mieszkać.
-Ehem okej,gdzie jesteś? -spytał ze stoickim spokojem.
-Routh street 30,a czemu pytasz? -spytałam przestraszona.
-Skoro zadzwoniłaś akurat do mnie z takim problemem,a plusem jest to,że już się trochę poznaliśmy to przygarnę cie do siebie. A zresztą,nawet gdybym cie nie znał zrobiłbym to samo.
Poczułam jak moja twarz wygina się w małym uśmieszku.
-Dzięki.
-Zaraz będę,do zobaczenia.
Rozłączył się.
Po chwili pod jednym z domów zatrzymał się czarny,nowoczesny i bardzo bardzo zajebiście zajebisty samochód. Dosłownie zatkało mnie jak zobaczyłam że Harry sprawnie z niego wysiada,bierze moje rzeczy,pakuje do bagażnika, a mi otwiera drzwi żebym wsiadła.
Cholera.
-Dzięki. -mruknęłam gdy ten wyjeżdżał na ulicę.
-Nie ma sprawy. -uśmiechnął się nie odrywając wzroku od jezdni. -Możesz mi tylko coś wyjaśnić? -mój żołądek znowu się zawinął a ręce zaczęły się pocić. Zaraz się zapyta co się stało że nagle nie mam gdzie mieszkać i co ja mu odpowiem?
No wiesz Harry,pokłóciłam się z siostrą bo jest stuknięta i no em wyniosłam się od niej, chociaż nie mam gdzie mieszkać.
-Czemu tak właściwie nie masz gdzie mieszkać? -spytał z rozbawieniem.
Tylko spokojnie,spokojnie.
-Pokłóciłam się z siostrą. -skrzywiłam się.
-Rozumiem,też mam siostrę,wiem jakie one są wkurzające. -parsknął śmiechem. -Kiedyś nawet jak mnie mocno wkurwiła to posmarowałem ją w nocy klejem,przez co miałem szlaban na tydzień,bo nie mogła wstać z łóżka.
Sama zaczęłam się śmiać.
-Na serio? -spytałam z rozbawieniem.
-Sama prawda. -uniósł ku górze dwa palce. -Słowo harcerza.
Samochód się zatrzymał.
-Jesteśmy,to ty już może wejdź do środka a ja wezme torbę i do ciebie dołącze.
Przytaknęłam ruchem głowy i zdecydowanym krokiem udałam się do środka willi.
-Harry naresz....Rose?
-Zayn? -spytałam zdziwiona.
-H-hej,a co ty tu robisz?
-Długa historia. -wywróciłam oczami.
-Mam czas,a tak właściwie mamy. -pokazał na salon,w którym siedzieli Niall jakiś brunet i Louis. LOUIS!
-Lou! -rzuciłam się na niego przytulając go.
-Hej Rose, zniknęłaś mi wczoraj, i co ty tu właściwie robisz?
-Właśnie. -przytaknął blondyn.
-Zaraz wam wyjaśnie. -powiedziałam spokojnie.
-Wyjaśnimy. -do pokoju wtargnął loczek.
Wszyscy spojrzeli na nas pytająco.
Jezu...mogłam zostać na ulicy.
piątek, 23 sierpnia 2013
~Rozdz.3~
Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku. Chwileczkę...
Cholera! To nie jest moje łóżko! Spojrzałam w swoją lewą stronę. Harry? O ja pierdole. Przespałam się z Harrym Stylesem. Spokojnie, oddychaj. Spokojnie.
Szybko wstałam budząc przy tym chłopaka. Ubrałam na siebie wcześniejsze ciuchy. W głębi duszy modliłam się, żeby loczek niczego nie pamiętał. Nie chcę wyjść na dziwkę. On pewnie ma dziewczynę, a ja się wpieprzyłam mu do łóżka.
-Już idziesz? - mruknął. Obejrzałam się do tyłu. - Zdecydowanie wolę cię bez ubrań.
-Harry, czy do ciebie nie dociera to co właśnie zrobiliśmy?! Przecież ty masz pewnie dziewczynę, a ja.... ja zachowałam się jak skończona kurwa! Boże, a moja siostra? Jezus maria, przecież ona mnie zabije!!!- wrzeszczałam. Brunet podszedł do mnie i mocno przytulił. - Nie dotykaj mnie. Przez ciebie skończyłam jak dziwka! Przecież ja cie nawet nie znam!
-Chyba się trochę poznaliśmy w nocy ,nie uważasz?
-Nie? Zresztą byłam pijana. Gdzie moje siostra?
-Mnie się pytasz? -podrapał się po karku.
-Dzięki. - odwróciłam się na pięcie. Loczek chwycił mnie za nadgarstek.
-Przepraszam cię. Wiesz...za tamto.
W jego oczach było naprawdę widać żal i skruchę. Oby nie kłamał.
-Już dobra. To co się stało, się nie odstanie. Proszę cie, pomóż mi poszukać siostry.
-Okej, chodźmy.
Lekko się zaśmiałam.
-Emm, Harry?
-No?
-Może się ubierzesz?
Chłopak spojrzał w dół i poszedł po bokserki.
-Lepiej?
-Nie. Wole cie bez ubrania. - zażartowałam sobie. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
-Ten tekst ma prawa autorskie. - skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Wybacz. -szepnęłam otwierając lekko drzwi.
Minęłam wielki korytarz i mnóstwo innych drzwi, skąd dochodziły ciche jęki. Spojrzałam nerwowo na loczka.
-Kac, kochana. - wyszczerzył się.
-Rozumiem. - pokiwałam głową i zeszłam powoli po marmurowych schodach.
-Wow, a tu co się stało?
W pomieszczeniu leżało z dobre 30 osób. W różnych pozycjach.
-Ehhh, czysty burdel. - westchnął brunet.
Ruszyłam w kierunku pierwszej lepszej blondynki.
-To twoja siostra? - spytał rozbawiony.
-Nie.
-A ta?
-Nie.
-A może ta?
-Nie. Harry! Szukam blondynki!
-A ta? O kurwa to Niall!
-Tym bardziej nie.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Usiadłam na wolnym fotelu i przyglądałam się wszystkim z rozbawieniem. To naprawdę wyglądało komicznie, ale martwiła mnie tylko jedna rzecz. A mniej więcej taka, że mojej siostry tu nie było, a dlatego że mieszkam pod jej opieką, bo nie jestem jeszcze pełnoletnia to lepiej by było jakby się znalazła. Ona ma rozum pięciolatka. Jak się zorientuje, że nie ma mnie z nią, to dostanie czystego szału.
Kiedyś jak byłam dłużej w toalecie za potrzebą to wezwała policję, że coś sobie zrobiłam.
Panowie policjanci mnie kojarzą z daleka. Jak wcześniej wspomniałam, co najmniej raz w tygodniu pani Pitch dzwoni do nich, że albo kosz od śmieci jest nie zamknięty, albo muzyka za głośno gra, albo przeszkadzamy jej psu. Jest mnóstwo powodów.
-Nie martw się. - brunet dosiadł się do mnie i objął ramieniem.
-Nie martwię się, tylko wiesz...ona jest typem człowieka panikującego z byle powodu, więc...
-Więc, musimy coś zjeść. - zmienił temat. Jakby wyczuł że nie za bardzo mi się chce o tym gadać.
Byłam zdziwiona, że Styles tak mnie traktuje ,ale nie mogłam mu odmówić. Byłam okropnie głodna.
-Zjadłabym naleśniki. - zamruczałam i przeciągnęłam się na miękkim posłaniu.
-Ja też bym zjadł. - z podłogi podniósł się Horan. -Harry, mi też zrób.
-Już się robi. - mrugnął i zabrał się za gotowanie, za to blondyn usiadł koło mnie i się mi przyglądał.
-A ty jesteś? -zaczął.
-Rose. Siostra Stelli. Poznałeś mnie wczoraj. - pewnie zrobiłam minę typu "WTF".
-Wybacz. Nie pamiętam.
-Wiesz gdzie ona jest?
-Rano poszła do domu. Tyle wiem.
-Dzięki. - wydukałam i ruszyłam w stronę drzwi.
-Ej, a naleśniki? - do holu wpadł Lokers.
-Harry naprawdę ci za wszystko dziękuję, ale musze już lecieć. Może jeszcze kiedyś was zobaczę. Pa. - pocałowałam bruneta w policzek i mocno przytuliłam.
-Będę tęsknił. - chłopak jeszcze mocniej do mnie przywarł.
-Ja też. - szepnęłam i wyszłam z domu.
~*~
Droga powrotna zajęła mi dłużej niż przypuszczałam. Wszystko dlatego, że nie miałam pojęcia gdzie iść. Jak tam przyjechałam to było ciemno jak w dupie murzyna, a teraz nie orientowałam się w terenie. Na szczęście, z małą pomocą taksówkarza dotarłam do domu, jednak zaraz tego pożałowałam. Tuż przy furtce stał samochód policji. No pięknie...
Weszłam do środka i ściągnęłam wreszcie te męczące koturny.
-Stella? - krzyknęłam.
-Rose! A ja wezwałam policję!!!- dobiegła do mnie i zaczęła szarpać. Policjanci dobiegli do nas i oderwali wściekłą blondynkę.
-Czy możemy cię z nią zostawić, czy to jakaś psychopatka?
-Raczej tak. -mruknęłam. - Chociaż co do drugiego to jestem coraz bardziej pewna, że została podmieniona w szpitalu. - zaśmiałam się nerwowo.
-Dobrze, do widzenia.
-Raczej do zobaczenia. - uśmiechnęłam się i odprowadziłam panów do drzwi.
Byłam taka wściekła,że nie ręczyłam za siebie.
-Co z tobą nie tak?!?! - krzyknęłam. -Nie mogłaś po prostu do mnie zadzwonić?! Jesteś chora...i wiesz co? Wyprowadzam się! Mam cię dość! Po prostu mam dość! Jesteś głupia, i wredna! - wywrzeszczałam jej prosto w twarz i pobiegłam na górę.
Wszystkie wieszaki z rzeczami zerwałam z belki w szafie i wrzuciłam do czarnej walizki. Wyrzuciłam całą szufladę z bielizną i również ją (tą bieliznę, nie komodę) tam wrzuciłam. Zamknęłam z trudem pakunek. Do torby podręcznej władowałam ładowarkę, telefon i wszystkie inne drobiazgi.
Na razie nie mam pojęcia gdzie będę w stanie zamieszkać, ale wszędzie lepiej niż z taką wariatką. No bo kto normalny by z nią wytrzymał?! Ja na pewno nie!
Spuściłam walizkę po schodach, chwyciłam do ręki i z podniesioną głową wyszłam z domu. Miałam tylko jeden pomysł, żeby przetrwać bez mieszkania, lub domu, ale okropnie bałam się zaryzykować. Przygryzłam lekko wargę i odblokowałam klawiaturę w moim telefonie. Zajrzałam do kontaktów.
Aby, Andrew, Anne. Bella, Beth, Beth 2, Cady, David, Derek, Ethan, George, Harry, Holly. Chwila...Harry? Odkąd tylko pamiętam nie poznałam żadnego Harry'ego. Poza jednym wyjątkiem. Wybrałam kontakt.
Jeden sygnał...dwa.....trzy....cztery
To bez sensu, pewnie nie odbierze. Już chciałam nacisnąć czerwony przycisk, ale telefon wydał z siebie zachrypnięty głos. Tak, to był on.
-Halo? - spytał.
Zamarłam. Jaka ja jestem głupia...I co? Poproszą znaną na całym świecie gwiazdę o przenocowanie? To chore.
:* // love
Cholera! To nie jest moje łóżko! Spojrzałam w swoją lewą stronę. Harry? O ja pierdole. Przespałam się z Harrym Stylesem. Spokojnie, oddychaj. Spokojnie.
Szybko wstałam budząc przy tym chłopaka. Ubrałam na siebie wcześniejsze ciuchy. W głębi duszy modliłam się, żeby loczek niczego nie pamiętał. Nie chcę wyjść na dziwkę. On pewnie ma dziewczynę, a ja się wpieprzyłam mu do łóżka.
-Już idziesz? - mruknął. Obejrzałam się do tyłu. - Zdecydowanie wolę cię bez ubrań.
-Harry, czy do ciebie nie dociera to co właśnie zrobiliśmy?! Przecież ty masz pewnie dziewczynę, a ja.... ja zachowałam się jak skończona kurwa! Boże, a moja siostra? Jezus maria, przecież ona mnie zabije!!!- wrzeszczałam. Brunet podszedł do mnie i mocno przytulił. - Nie dotykaj mnie. Przez ciebie skończyłam jak dziwka! Przecież ja cie nawet nie znam!
-Chyba się trochę poznaliśmy w nocy ,nie uważasz?
-Nie? Zresztą byłam pijana. Gdzie moje siostra?
-Mnie się pytasz? -podrapał się po karku.
-Dzięki. - odwróciłam się na pięcie. Loczek chwycił mnie za nadgarstek.
-Przepraszam cię. Wiesz...za tamto.
W jego oczach było naprawdę widać żal i skruchę. Oby nie kłamał.
-Już dobra. To co się stało, się nie odstanie. Proszę cie, pomóż mi poszukać siostry.
-Okej, chodźmy.
Lekko się zaśmiałam.
-Emm, Harry?
-No?
-Może się ubierzesz?
Chłopak spojrzał w dół i poszedł po bokserki.
-Lepiej?
-Nie. Wole cie bez ubrania. - zażartowałam sobie. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
-Ten tekst ma prawa autorskie. - skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Wybacz. -szepnęłam otwierając lekko drzwi.
Minęłam wielki korytarz i mnóstwo innych drzwi, skąd dochodziły ciche jęki. Spojrzałam nerwowo na loczka.
-Kac, kochana. - wyszczerzył się.
-Rozumiem. - pokiwałam głową i zeszłam powoli po marmurowych schodach.
-Wow, a tu co się stało?
W pomieszczeniu leżało z dobre 30 osób. W różnych pozycjach.
-Ehhh, czysty burdel. - westchnął brunet.
Ruszyłam w kierunku pierwszej lepszej blondynki.
-To twoja siostra? - spytał rozbawiony.
-Nie.
-A ta?
-Nie.
-A może ta?
-Nie. Harry! Szukam blondynki!
-A ta? O kurwa to Niall!
-Tym bardziej nie.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Usiadłam na wolnym fotelu i przyglądałam się wszystkim z rozbawieniem. To naprawdę wyglądało komicznie, ale martwiła mnie tylko jedna rzecz. A mniej więcej taka, że mojej siostry tu nie było, a dlatego że mieszkam pod jej opieką, bo nie jestem jeszcze pełnoletnia to lepiej by było jakby się znalazła. Ona ma rozum pięciolatka. Jak się zorientuje, że nie ma mnie z nią, to dostanie czystego szału.
Kiedyś jak byłam dłużej w toalecie za potrzebą to wezwała policję, że coś sobie zrobiłam.
Panowie policjanci mnie kojarzą z daleka. Jak wcześniej wspomniałam, co najmniej raz w tygodniu pani Pitch dzwoni do nich, że albo kosz od śmieci jest nie zamknięty, albo muzyka za głośno gra, albo przeszkadzamy jej psu. Jest mnóstwo powodów.
-Nie martw się. - brunet dosiadł się do mnie i objął ramieniem.
-Nie martwię się, tylko wiesz...ona jest typem człowieka panikującego z byle powodu, więc...
-Więc, musimy coś zjeść. - zmienił temat. Jakby wyczuł że nie za bardzo mi się chce o tym gadać.
Byłam zdziwiona, że Styles tak mnie traktuje ,ale nie mogłam mu odmówić. Byłam okropnie głodna.
-Zjadłabym naleśniki. - zamruczałam i przeciągnęłam się na miękkim posłaniu.
-Ja też bym zjadł. - z podłogi podniósł się Horan. -Harry, mi też zrób.
-Już się robi. - mrugnął i zabrał się za gotowanie, za to blondyn usiadł koło mnie i się mi przyglądał.
-A ty jesteś? -zaczął.
-Rose. Siostra Stelli. Poznałeś mnie wczoraj. - pewnie zrobiłam minę typu "WTF".
-Wybacz. Nie pamiętam.
-Wiesz gdzie ona jest?
-Rano poszła do domu. Tyle wiem.
-Dzięki. - wydukałam i ruszyłam w stronę drzwi.
-Ej, a naleśniki? - do holu wpadł Lokers.
-Harry naprawdę ci za wszystko dziękuję, ale musze już lecieć. Może jeszcze kiedyś was zobaczę. Pa. - pocałowałam bruneta w policzek i mocno przytuliłam.
-Będę tęsknił. - chłopak jeszcze mocniej do mnie przywarł.
-Ja też. - szepnęłam i wyszłam z domu.
~*~
Droga powrotna zajęła mi dłużej niż przypuszczałam. Wszystko dlatego, że nie miałam pojęcia gdzie iść. Jak tam przyjechałam to było ciemno jak w dupie murzyna, a teraz nie orientowałam się w terenie. Na szczęście, z małą pomocą taksówkarza dotarłam do domu, jednak zaraz tego pożałowałam. Tuż przy furtce stał samochód policji. No pięknie...
Weszłam do środka i ściągnęłam wreszcie te męczące koturny.
-Stella? - krzyknęłam.
-Rose! A ja wezwałam policję!!!- dobiegła do mnie i zaczęła szarpać. Policjanci dobiegli do nas i oderwali wściekłą blondynkę.
-Czy możemy cię z nią zostawić, czy to jakaś psychopatka?
-Raczej tak. -mruknęłam. - Chociaż co do drugiego to jestem coraz bardziej pewna, że została podmieniona w szpitalu. - zaśmiałam się nerwowo.
-Dobrze, do widzenia.
-Raczej do zobaczenia. - uśmiechnęłam się i odprowadziłam panów do drzwi.
Byłam taka wściekła,że nie ręczyłam za siebie.
-Co z tobą nie tak?!?! - krzyknęłam. -Nie mogłaś po prostu do mnie zadzwonić?! Jesteś chora...i wiesz co? Wyprowadzam się! Mam cię dość! Po prostu mam dość! Jesteś głupia, i wredna! - wywrzeszczałam jej prosto w twarz i pobiegłam na górę.
Wszystkie wieszaki z rzeczami zerwałam z belki w szafie i wrzuciłam do czarnej walizki. Wyrzuciłam całą szufladę z bielizną i również ją (tą bieliznę, nie komodę) tam wrzuciłam. Zamknęłam z trudem pakunek. Do torby podręcznej władowałam ładowarkę, telefon i wszystkie inne drobiazgi.
Na razie nie mam pojęcia gdzie będę w stanie zamieszkać, ale wszędzie lepiej niż z taką wariatką. No bo kto normalny by z nią wytrzymał?! Ja na pewno nie!
Spuściłam walizkę po schodach, chwyciłam do ręki i z podniesioną głową wyszłam z domu. Miałam tylko jeden pomysł, żeby przetrwać bez mieszkania, lub domu, ale okropnie bałam się zaryzykować. Przygryzłam lekko wargę i odblokowałam klawiaturę w moim telefonie. Zajrzałam do kontaktów.
Aby, Andrew, Anne. Bella, Beth, Beth 2, Cady, David, Derek, Ethan, George, Harry, Holly. Chwila...Harry? Odkąd tylko pamiętam nie poznałam żadnego Harry'ego. Poza jednym wyjątkiem. Wybrałam kontakt.
Jeden sygnał...dwa.....trzy....cztery
To bez sensu, pewnie nie odbierze. Już chciałam nacisnąć czerwony przycisk, ale telefon wydał z siebie zachrypnięty głos. Tak, to był on.
-Halo? - spytał.
Zamarłam. Jaka ja jestem głupia...I co? Poproszą znaną na całym świecie gwiazdę o przenocowanie? To chore.
:* // love
niedziela, 11 sierpnia 2013
~Rozdz.2~
Stella znów pociągnęła mnie za bluzkę i weszłyśmy spokojnie do salonu. Jednym słowem :WOW! Salon przypominał ze cztery ,albo pięć sklepów. Plazma na całą ścianę nadawała klimatu temu miejscu. Biała sofa i cztery fotele okryte były czerwoną,bawełnianą narzutą. Taką samą jaką pokryty był stolik z przekąskami.
Spodziewałam się z 200 osób, tymczasem było ich o wiele mniej. A więc był jakiś chłopak z burzą loków na głowie, a u jego boku blondynka. Długie nogi. O twarzy nie mogę nic powiedzieć bo tapeta świetnie ją zakrywała. Tuż obok nich stał blondyn wcinający coś bez końca. Siostra znów mnie pociągnęła i stanęłyśmy przed nim. Wyglądał naprawdę słodko, ale chyba Stella i on kręcą ze sobą, bo ich zachowanie wykraczało poza normy zwykłej przyjaźni. Obróciłam się lekko i zobaczyłam nikogo innego jak tego Louisa, chłopaka Ell. Gawędził z jakimś brunetem. Od razu się odwróciłam,żeby mnie nie zobaczył,ale chyba było za późno, bo od razu do mnie podszedł.
-Hej Rose. Wyglądasz..........no brak słów.
-Aż tak źle?
Zaśmiałam się.
-Wręcz przeciwnie. Ell dzisiaj nie przyjdzie. Wyjechała do brata na tydzień.
-Aha.
-A co ty tu właściwie robisz?
-Moja siostra ma znajomości.
Pokazałam na blondynke całującą się z Niallem. Chłopak cicho się zaśmiał.
-Poznałaś już Zayna?
Odwróciłam się z powrotem do Tomlinsona. Przy chłopaku stał ten brunet, który z nim wcześniej rozmawiał. No nie powiem, przystojny to on był. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo rozbawiły mnie moje myśli.
-Nie miałam okazji, Rose.
Podałam ręke. Chłopak się przedstawił i grzecznie ucałował moją dłoń. Wow, nie dość że przystojny jak cholera, to jeszcze dżentelmen. Znów się uśmiechnęłam. Moje myśli są tak tragiczne,że aż śmieszne.
-Rose, musisz jeszcze poznać Harry'ego. Na pewno cię polubi.
Louis dziwnie zatrzepotał brwiami i zaprowadził do chłopaka. Okazało się,że to był ten lokowaty.
-Fu? - Tommo chwycił blondynkę za bluzkę , odciągnął od niejakiego Harry'ego i popchnął w tłum tańczących ludzi.
-Stary.
Chłopak był chyba nieco zdziwiony,ale uśmiech nie schodził mu z twarzy. Też się cicho zaśmiałam ,bo wyglądało to po prostu komicznie.
-A więc, Styles, poznaj Rose. - pokazał na mnie. Dziwne że brunet wcześniej nie skojarzył że stoję obok niego,ale no dobra. Chłopak chwilę się mi poprzyglądał, po czym szepnął coś sam do siebie i się przedstawił. On również ucałował moją dłoń. Boziu,sami dżentelmeni.
-Więc,Rose...co powiesz na drinka? - odezwał się znów Tommo. On i Harry mówili coś po migowemu. Naprawde nie wiem o co mogło chodzić,ale trochę boje się tego miejsca.
-Tak,jasne. - uśmiechnęłam się do poznanego mi Harry'ego i poszłam wraz z Louisem pod barek. Złożyliśmy już zamówienia i czekaliśmy,aż tu nagle usiadł koło mnie sam Justin Bieber!!! Aż pisnęłam z podeksctyowania. Chłopak miło się do mnie uśmiechnął i poprawił włosy.
-Mogę poznać twoje imię? - odezwał się w końcu Bieber. O mamusiu!!!!
-Rose. - powiedziałam miękko i sama zaczęłam się teraz wstydzić mojego imienia. Rany...
-Śliczne imię. Zresztą, czego ja się spodziewałem u tak pięknej dziewczyny. - skarcił się Justin i coś zamówił. Boże,czy to jest sen?! Gadam z Justinem Bieberem?!?! - A więc, Rose. Co tu robisz? Jesteś sławna?
-Nie...nie jestem. - jestem pewna,że zalałam się wielkim rumieńcem.
-Skoro nie jesteś sławna, to na pewno po tej imprezce będziesz. - uśmiechnął się i odszedł w tłum tańczących ciał. Westchnęłam. Poczułam jak ktoś mnie łaskocze od tyłu. Pisnęłam z przerażenia.
-Louis! Nie strasz mnie tak!!! - wrzasnęłam.
-Co? Jakoś nie za bardzo cię słyszę! - krzyknął. Muzyka grała głośno, ale mnie na pewno usłyszał. Dziwak. Pacnęłam go w ramię. - Twój drink. - powiedział już normalnie.
-Dzięki.
Po trzech godzinach byłam nieźle wstawiona. Na tyle, że Louis musiał mnie trzymać. Tak swoją drogą świetnie tańczy.
-Poczekaj tutaj. Zaraz wracam. - wymówił spokojnie Tomlinson i zniknął w tłumie. Poczułam jak ktoś znowu łapie mnie w talii. Jego ciepły oddech na mojej skórze. Odwróciłam się gwałtownie. Przede mną stał Harry.
-Hej, Ha- ha - har- Harry. - wreszcie wymówiłam to imię.
-Hej, mała. Chcesz się rozerwać? - szepnął mi do ucha. Zaśmiałam się.
-A żebyś wiedział. - wymamrotałam.
-Chodź.
Chłopak chwycił mnie za ręke i poprowadził na górę. Przypchnął mnie lekko do drzwi i namiętnie pocałował. Nie opierałam się. Jak mówiłam, byłam nieźle wstawiona. Brunet chwycił mnie za pośladki, a ja lekko podskoczyłam i owinęłam go nogami wokół pasa. Otworzył na oślep drzwi i zaczęła się zabawa.
XD//love
Spodziewałam się z 200 osób, tymczasem było ich o wiele mniej. A więc był jakiś chłopak z burzą loków na głowie, a u jego boku blondynka. Długie nogi. O twarzy nie mogę nic powiedzieć bo tapeta świetnie ją zakrywała. Tuż obok nich stał blondyn wcinający coś bez końca. Siostra znów mnie pociągnęła i stanęłyśmy przed nim. Wyglądał naprawdę słodko, ale chyba Stella i on kręcą ze sobą, bo ich zachowanie wykraczało poza normy zwykłej przyjaźni. Obróciłam się lekko i zobaczyłam nikogo innego jak tego Louisa, chłopaka Ell. Gawędził z jakimś brunetem. Od razu się odwróciłam,żeby mnie nie zobaczył,ale chyba było za późno, bo od razu do mnie podszedł.
-Hej Rose. Wyglądasz..........no brak słów.
-Aż tak źle?
Zaśmiałam się.
-Wręcz przeciwnie. Ell dzisiaj nie przyjdzie. Wyjechała do brata na tydzień.
-Aha.
-A co ty tu właściwie robisz?
-Moja siostra ma znajomości.
Pokazałam na blondynke całującą się z Niallem. Chłopak cicho się zaśmiał.
-Poznałaś już Zayna?
Odwróciłam się z powrotem do Tomlinsona. Przy chłopaku stał ten brunet, który z nim wcześniej rozmawiał. No nie powiem, przystojny to on był. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo rozbawiły mnie moje myśli.
-Nie miałam okazji, Rose.
Podałam ręke. Chłopak się przedstawił i grzecznie ucałował moją dłoń. Wow, nie dość że przystojny jak cholera, to jeszcze dżentelmen. Znów się uśmiechnęłam. Moje myśli są tak tragiczne,że aż śmieszne.
-Rose, musisz jeszcze poznać Harry'ego. Na pewno cię polubi.
Louis dziwnie zatrzepotał brwiami i zaprowadził do chłopaka. Okazało się,że to był ten lokowaty.
-Fu? - Tommo chwycił blondynkę za bluzkę , odciągnął od niejakiego Harry'ego i popchnął w tłum tańczących ludzi.
-Stary.
Chłopak był chyba nieco zdziwiony,ale uśmiech nie schodził mu z twarzy. Też się cicho zaśmiałam ,bo wyglądało to po prostu komicznie.
-A więc, Styles, poznaj Rose. - pokazał na mnie. Dziwne że brunet wcześniej nie skojarzył że stoję obok niego,ale no dobra. Chłopak chwilę się mi poprzyglądał, po czym szepnął coś sam do siebie i się przedstawił. On również ucałował moją dłoń. Boziu,sami dżentelmeni.
-Więc,Rose...co powiesz na drinka? - odezwał się znów Tommo. On i Harry mówili coś po migowemu. Naprawde nie wiem o co mogło chodzić,ale trochę boje się tego miejsca.
-Tak,jasne. - uśmiechnęłam się do poznanego mi Harry'ego i poszłam wraz z Louisem pod barek. Złożyliśmy już zamówienia i czekaliśmy,aż tu nagle usiadł koło mnie sam Justin Bieber!!! Aż pisnęłam z podeksctyowania. Chłopak miło się do mnie uśmiechnął i poprawił włosy.
-Mogę poznać twoje imię? - odezwał się w końcu Bieber. O mamusiu!!!!
-Rose. - powiedziałam miękko i sama zaczęłam się teraz wstydzić mojego imienia. Rany...
-Śliczne imię. Zresztą, czego ja się spodziewałem u tak pięknej dziewczyny. - skarcił się Justin i coś zamówił. Boże,czy to jest sen?! Gadam z Justinem Bieberem?!?! - A więc, Rose. Co tu robisz? Jesteś sławna?
-Nie...nie jestem. - jestem pewna,że zalałam się wielkim rumieńcem.
-Skoro nie jesteś sławna, to na pewno po tej imprezce będziesz. - uśmiechnął się i odszedł w tłum tańczących ciał. Westchnęłam. Poczułam jak ktoś mnie łaskocze od tyłu. Pisnęłam z przerażenia.
-Louis! Nie strasz mnie tak!!! - wrzasnęłam.
-Co? Jakoś nie za bardzo cię słyszę! - krzyknął. Muzyka grała głośno, ale mnie na pewno usłyszał. Dziwak. Pacnęłam go w ramię. - Twój drink. - powiedział już normalnie.
-Dzięki.
Po trzech godzinach byłam nieźle wstawiona. Na tyle, że Louis musiał mnie trzymać. Tak swoją drogą świetnie tańczy.
-Poczekaj tutaj. Zaraz wracam. - wymówił spokojnie Tomlinson i zniknął w tłumie. Poczułam jak ktoś znowu łapie mnie w talii. Jego ciepły oddech na mojej skórze. Odwróciłam się gwałtownie. Przede mną stał Harry.
-Hej, Ha- ha - har- Harry. - wreszcie wymówiłam to imię.
-Hej, mała. Chcesz się rozerwać? - szepnął mi do ucha. Zaśmiałam się.
-A żebyś wiedział. - wymamrotałam.
-Chodź.
Chłopak chwycił mnie za ręke i poprowadził na górę. Przypchnął mnie lekko do drzwi i namiętnie pocałował. Nie opierałam się. Jak mówiłam, byłam nieźle wstawiona. Brunet chwycił mnie za pośladki, a ja lekko podskoczyłam i owinęłam go nogami wokół pasa. Otworzył na oślep drzwi i zaczęła się zabawa.
XD//love
poniedziałek, 22 lipca 2013
~Rozdz. 1 ~
Zakupy z moją siostrą to jakaś kara boska. Stella chodzi po wszystkich sklepach, a ja muszę za nią nosić wszystkie torby, jak lokaj,albo szofer. To się robi denerwujące. Ale są też plusy. Siostra kupuje mi wszystko co ładne, a ja za to nie płace, tylko to nosze. Proste i logiczne, dlatego jeszcze tu jestem.
-Dobra poczekaj tutaj,a ja znajdę coś na tą imprezę.
-Kupiłaś już mase sukienek. Po co ci więcej?
-Bo one nie są na impreze? Jesteś jeszcze taka głupiutka, Rose.
I kto tutaj mówi o głupocie? Tak. Moja siostra,która nie odróżnia Justina Biebera od Michaela Jacksona.
Wydusiłam z siebie zwykłe "ta" i poszłam usiąść na ławce przed sklepem. Nagle zobaczyłam zgraje dziewczyn z mojej szkoły. Z tego co pamiętam to zawsze się ze mnie naśmiewały, a to że są wakacje nie zmienia faktu,że nie mogą tego zrobić. Chciałam stamtąd uciec, żeby nie dorwały mnie w te swoje wielkie, obklejone tipsami szpony,ale było za późno. Zaczęły coś szeptać, a potem się do mnie przysiadły.
-Hej, Rose.
Normalnie powiedziałabym "cześć" i spieprzała gdzie popadnie,ale nie. Jestem już pełnoletnia i dam radę. Wsród nich zauważyłam jakąś nową. Była z chłopakiem. Dosyć sympatycznie wyglądająca brunetka uśmiechnęła się do mnie. Nie kojarzyłam jej, a jego odrobinę. Skądś znałam tą twarz. Dziewczyna wyglądała inaczej niż one wszystkie. Być może nie miała na sobie kilogramów tapety.
-Tiffany, dziewczyny. Miło was widzieć.
Ledwo się nie zakrztusiłam jak to mówiłam. Moje gardło chyba przestało dobrze funkcjonować przez te ostre pefumy, które używają.
-Robisz zakupy?
-Eem,tak.
Zerknęłam na torby.
-To fajnie. My idziemy do H&M-u. Narazka.
Pomachały mi, puściły buziaczka i poszły. Nie no co to ma być do cholery? Od kiedy pamiętam Tiffany, Mandy, Aschley i Courtney zawsze się ze mnie naśmiewały,a teraz tak po prostu puszczają buziaczka?! Coś tu śmierdzi. I nie, to nie fakt,że siedzę obok śmietnika. Coś co zauważyłam dopiero potem to było to,że mile wyglądająca brunetka nie poszła za nimi,tylko wraz z chłopakiem obok niej zostali tam gdzie stali. Czyli jednak nie należała do świtki 'najlepszych'.
-Hej, jestem Eleanor.
Odwróciłam się gwałtownie. To ta dziewczyna.
-Hej? Jestem Rose.
Podałam ręke brunetce. Chłopak obok lekko uderzył ją ramieniem.
-O, a to jest mój chłopak, Louis.
- Miło mi.
Louis,taki wygląd. Skądś go znam. Kojarze przynajmniej.
-Więc? Zadajesz się z nimi?
-Nie. No coś ty!
-Ja też się do tego nie palę,ale będę chodziła z nimi na studia.
-Żartujesz? Ja też tam chodzę.
-Serio?
-Tak. Chyba masz pierwszą koleżankę.
Zaśmiałam się. To nawet nie było śmieszne. Boże, co za porażka.
-Miło.
Dziewczyna się uśmiechnęła. Chętnie jeszcze bym z nią pogadała,ale Stella przylazła i musiałam iść.
~*~
- Ogarnij się! Zostało tylko 15 minut! Ubieraj to!
Stella rzucała we mnie ciuchami. Podniosłam z podłogi czarną bluzkę i srebrne spodenki oraz buty z ćwiekami i pobiegłam do łazienki. Rose, ty miszczu,wyglądasz ślicznie. Teraz czas na włosy.
Postawiłam na lekkie podkręcenie. Oczy potraktowałam eyelinerem, kredką i odrobinę cieniami. Nałożyłam lekko puder, a potem buty i byłam gotowa. Szczerze? Im bliżej do imprezy tym bardziej mnie tam ciągnie. Zeszłam na dół. Gdybym nie wiedziała, że moja siostra jest w domu to uznałabym ją za inną osobę. Wyglądała przecudnie!
-Stella,ty...
-Tak,tak. Wiem przecież.
No tak, czy ja nie wspominałam, że moja siostra jest tak próżna i ma takie wielkie ego, że gdyby to próżność i ego były jedynym środkiem płatniczym to Stella kupiłaby cały świat? Ja nie za bardzo pojmuje jak ona może być moją siostrą. Przecież nawet nie jesteśmy podobne!
~*~
-Stella, ile razy ci powtarzałam,że nie znoszę tego słuchać?
Wyjęłam płytę z odtwarzacza w samochodzie i wywaliłam ją przez okno.
-A ile razy musiałam znowu tą płytę kupować?
-Z jakieś sześć.
-Więc co najmniej sześć razy mówiłaś że nie znosisz tego słuchać.
I teraz nagle myśli logicznie? Serio, zaczynam się zastanawiać czy mnie nie podmienili w szpitalu. Chociaż nie. Jestem strasznie podobna do mamy,więc to ją podmienili.
~*~
-Boże czy to jest kogoś dom? Ktoś mieszka w takim czymś?
-Ta,a co w tym złego?
-Jest wielkości no nie wiem, centrum handlowego?
-Noi co w tym złego?
Weszłyśmy wgłąb domu, ale Stella od razu wciągnęła mnie na inny korytarz i chwyciła za ramiona.
-Słuchaj. To jest impreza vipów. Mam niezłe znajomości i jeden sławny koleś mnie tu zaprosił. Nazywa się Niall.
-Okej? A co mi do tego?
-Że siedzą tam same sławy?
- Naprzykład?
-One direction? Little mix? Justin Bieber? Scooter?
One Direction. O kurwa. Tamten chłopak. Louis. On jest z tego całego One direction. Stella kiedyś pokazywała mi ich zdjęcie, dlatego go kojarzyłam. A ta Eleanor? Ona przecież nie jest sławna. Ja pierdole. W co ja się wpakowałam?
:*//love
-Dobra poczekaj tutaj,a ja znajdę coś na tą imprezę.
-Kupiłaś już mase sukienek. Po co ci więcej?
-Bo one nie są na impreze? Jesteś jeszcze taka głupiutka, Rose.
I kto tutaj mówi o głupocie? Tak. Moja siostra,która nie odróżnia Justina Biebera od Michaela Jacksona.
Wydusiłam z siebie zwykłe "ta" i poszłam usiąść na ławce przed sklepem. Nagle zobaczyłam zgraje dziewczyn z mojej szkoły. Z tego co pamiętam to zawsze się ze mnie naśmiewały, a to że są wakacje nie zmienia faktu,że nie mogą tego zrobić. Chciałam stamtąd uciec, żeby nie dorwały mnie w te swoje wielkie, obklejone tipsami szpony,ale było za późno. Zaczęły coś szeptać, a potem się do mnie przysiadły.
-Hej, Rose.
Normalnie powiedziałabym "cześć" i spieprzała gdzie popadnie,ale nie. Jestem już pełnoletnia i dam radę. Wsród nich zauważyłam jakąś nową. Była z chłopakiem. Dosyć sympatycznie wyglądająca brunetka uśmiechnęła się do mnie. Nie kojarzyłam jej, a jego odrobinę. Skądś znałam tą twarz. Dziewczyna wyglądała inaczej niż one wszystkie. Być może nie miała na sobie kilogramów tapety.
-Tiffany, dziewczyny. Miło was widzieć.
Ledwo się nie zakrztusiłam jak to mówiłam. Moje gardło chyba przestało dobrze funkcjonować przez te ostre pefumy, które używają.
-Robisz zakupy?
-Eem,tak.
Zerknęłam na torby.
-To fajnie. My idziemy do H&M-u. Narazka.
Pomachały mi, puściły buziaczka i poszły. Nie no co to ma być do cholery? Od kiedy pamiętam Tiffany, Mandy, Aschley i Courtney zawsze się ze mnie naśmiewały,a teraz tak po prostu puszczają buziaczka?! Coś tu śmierdzi. I nie, to nie fakt,że siedzę obok śmietnika. Coś co zauważyłam dopiero potem to było to,że mile wyglądająca brunetka nie poszła za nimi,tylko wraz z chłopakiem obok niej zostali tam gdzie stali. Czyli jednak nie należała do świtki 'najlepszych'.
-Hej, jestem Eleanor.
Odwróciłam się gwałtownie. To ta dziewczyna.
-Hej? Jestem Rose.
Podałam ręke brunetce. Chłopak obok lekko uderzył ją ramieniem.
-O, a to jest mój chłopak, Louis.
- Miło mi.
Louis,taki wygląd. Skądś go znam. Kojarze przynajmniej.
-Więc? Zadajesz się z nimi?
-Nie. No coś ty!
-Ja też się do tego nie palę,ale będę chodziła z nimi na studia.
-Żartujesz? Ja też tam chodzę.
-Serio?
-Tak. Chyba masz pierwszą koleżankę.
Zaśmiałam się. To nawet nie było śmieszne. Boże, co za porażka.
-Miło.
Dziewczyna się uśmiechnęła. Chętnie jeszcze bym z nią pogadała,ale Stella przylazła i musiałam iść.
~*~
- Ogarnij się! Zostało tylko 15 minut! Ubieraj to!
Stella rzucała we mnie ciuchami. Podniosłam z podłogi czarną bluzkę i srebrne spodenki oraz buty z ćwiekami i pobiegłam do łazienki. Rose, ty miszczu,wyglądasz ślicznie. Teraz czas na włosy.
Postawiłam na lekkie podkręcenie. Oczy potraktowałam eyelinerem, kredką i odrobinę cieniami. Nałożyłam lekko puder, a potem buty i byłam gotowa. Szczerze? Im bliżej do imprezy tym bardziej mnie tam ciągnie. Zeszłam na dół. Gdybym nie wiedziała, że moja siostra jest w domu to uznałabym ją za inną osobę. Wyglądała przecudnie! -Stella,ty...
-Tak,tak. Wiem przecież.
No tak, czy ja nie wspominałam, że moja siostra jest tak próżna i ma takie wielkie ego, że gdyby to próżność i ego były jedynym środkiem płatniczym to Stella kupiłaby cały świat? Ja nie za bardzo pojmuje jak ona może być moją siostrą. Przecież nawet nie jesteśmy podobne!
~*~
-Stella, ile razy ci powtarzałam,że nie znoszę tego słuchać?
Wyjęłam płytę z odtwarzacza w samochodzie i wywaliłam ją przez okno.
-A ile razy musiałam znowu tą płytę kupować?
-Z jakieś sześć.
-Więc co najmniej sześć razy mówiłaś że nie znosisz tego słuchać.
I teraz nagle myśli logicznie? Serio, zaczynam się zastanawiać czy mnie nie podmienili w szpitalu. Chociaż nie. Jestem strasznie podobna do mamy,więc to ją podmienili.
~*~
-Boże czy to jest kogoś dom? Ktoś mieszka w takim czymś?
-Ta,a co w tym złego?
-Jest wielkości no nie wiem, centrum handlowego?
-Noi co w tym złego?
Weszłyśmy wgłąb domu, ale Stella od razu wciągnęła mnie na inny korytarz i chwyciła za ramiona.
-Słuchaj. To jest impreza vipów. Mam niezłe znajomości i jeden sławny koleś mnie tu zaprosił. Nazywa się Niall.
-Okej? A co mi do tego?
-Że siedzą tam same sławy?
- Naprzykład?
-One direction? Little mix? Justin Bieber? Scooter?
One Direction. O kurwa. Tamten chłopak. Louis. On jest z tego całego One direction. Stella kiedyś pokazywała mi ich zdjęcie, dlatego go kojarzyłam. A ta Eleanor? Ona przecież nie jest sławna. Ja pierdole. W co ja się wpakowałam?
:*//love
niedziela, 21 lipca 2013
~Prolog~
Do moich uszu dobiegła głośna muzyka . Co do cholery?!
Podniosłam się powoli i nałożyłam na siebie mój puchowy szlafrok w misie. Otworzyłam drzwi od swojego pokoju.Muzyka niosła się z dołu. Zbiegłam szybko po schodach. Nikogo nie było. Boże co za patologia. Wyłączyłam wielkie stereo,które dudniło niemiłosiernie i odetchnęłam. Dobrze,że pani Pitch odpuściła sobie dzisiaj dzwonienia na policję, bo znów zastaliby mnie w piżamach. To za pierwszym razem nie było śmieszne,ale za piątym już w ogóle nic nie powiem. Zawsze szukam plusów mieszkania z siostrą,ale nigdy jakoś dziwnym trafem ich nie znajduje. Jak ją zobaczę to za siebie nie ręcze.
Żeby jakoś się uspokoić poszłam do kuchni i nalałam sobie trochę soku. Upiłam łyk zimnej cieczy i czułam jak rozchodzi się po całym moim gardle. Upiłam następny łyk,ale niestety nie dane było mi przełknąć, bo moja siostra za bardzo mnie przestraszyła i wyplułam zawartość mojej buzi na marmurowe kafelki.
-Czy ciebie już do reszty pogięło?!
-Troszke.
-Wydaję mi się,że więcej niż troszkę. - Otarłam swoją twarz ręką. - Posprzątaj to!
-Już,już. Co cie dzisiaj ugryzło?
-Hmmm...no nie wiem, może to,że znowu stereo grało na całą chate?!
-Mów sobie co chcesz,ale to najlepszy sposób,żeby cię obudzić.
-Ej,a próbowałaś po prostu krzyknąć?
-A wiesz,że nie?
-Z kim ja żyje.
Wycofałam się do salonu i rozsiadłam na skórzanej sofie. Niestety to też nie było mi dane,bo zadzwonił dzwonek,który oznaczał,że mamy gościa. Pewnie to pani Pitch,albo co gorsza policja.
Wstałam i podeszłam do drzwi. Teraz żałuję,że nie wzięłyśmy ze Stellą tych drzwi z dziurką przez którą widać kto idzie. Wzięłam parę oddechów i otworzyłam.
To wcale nie była pani Pitch,tylko Brian. Przetarłam oczy ze zmęczenia.
-Brian, głupku. Miałeś być na 12.
-No tak, bo jest 12,prawda?
-Nie? Jest 9:30. Patrz.
Chwyciłam chłopaka za kurtkę i pokazałam na zegar w przedpokoju.
-Tak. Tylko,że ten zegar nie działa, Rose.
Wtedy rzeczywiście zobaczyłam, że zegarowi nie ruszają się wskazówki. Rany.
-O rzesz w dupcię. Sorki,ale w domu jest tylko ten zegar.
-Nie ma sprawy. No to co? Spotkamy się jutro,tak?
-Wiesz. Ee,jutro to nie za bardzo bo ide z Katy na zakupy. A co powiesz na pojutrze?
-Pasuje.
-Jeszcze raz, serio cię przepraszam.
-A ja ci jeszcze raz powtarzam,że nie ma sprawy.
Uśmiechnęłam się i zamknęłam za chłopakiem drzwi. Ostatnio jest przy mnie jakiś spięty. Ciekawe o co może mu chodzić?
Skoro nie miałam żadnych planów na dzisiejszy dzień to wreszcie sobie poleniuchuje. Uśmiechnęłam się aż na samą myśl. Wróciłam do kuchni,żeby oznajmić Stelli,że dziś nic nie robię,bo byłam z tego naprawdę dumna.
-Stella,dzisiaj nic nie robię.
-Jak to nic? Idziesz ze mną na imprezę.
-Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć?
-Właśnie w tej chwili.
Moja siostra ma inteligencje jak pierwszoklasista. To zrozumiałe, tylko czemu to akurat ja musze mieć siostrę? Czemu nie przytrafiło się to komuś kto takiej siostry nie ma?
-Za 15 minut wychodzimy.
-Ale gdzie?
-No na zakupy.
Momencik. Moja siostra spojrzała na zegar mówiąc że "wychodzimy za 15 minut", a on nie działa,więc będę mogła się jeszcze przespać, i przy okazji nie pójść na tą imprezę.
-Ok. Stella. 15 minut.
Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam na górę. Ogarnęłam trochę w pokoju i położyłam się do snu. Już odchodziłam do krainy Mofeusza,gdzie jest tak błogo,ale to chyba też nie było mi dane,bo prosto przy moim uchu zabrzmiał klakson.
-15 minut minęło! Co ty śpisz?! Przecież miałyśmy już wychodzić!
Nie no serio?! Akurat w takiej rzeczy musiała być mądra?
-O jeny. Zasnęło mi się. Daj mi jeszcze 15 minut.
-Dobra,ale wstawaj!
W takich momentach chce mi się klnąć i wrzeszczeć na cały świat.
Zerwałam się z łóżka i wyciągnęłam jakieś rzeczy na dzisiaj. Był to biały sweter i zwykłe czarne rurki. Przeczesałam włosy i było dobrze. Żadne buty nie pasowały do tego wystroju,więc musiałam pójść wziąć jakieś od Stelli. Okazało się,że ma więcej ciuchów ode mnie co było oburzające,więc zabrałam kilka jej sukienek i wysokie,czarne buty na koturnie. Nie zorientuje się.
Zbiegłam znowu na dół o mało się nie zabijając na tych koturnach.
-Masz.
-Co to?
-Torebka? W środku masz telefon i moje pieniądze,bo ja nie mam na nie miejsca.
-Stella. Idziemy na zakupy,żeby coś kupić, a ty nie masz już miejsca na pieniądze?
-Moja torebka, to nie jest torba. To po pierwsze. A po drugie, ten portfel jest za duży do mojej torebki, a jest z czystej włoskiej skóry,więc trzeba go wziąć.
-Ja pierdole.
-Hmmm?
-Nie nic,nic.
:* // love
Podniosłam się powoli i nałożyłam na siebie mój puchowy szlafrok w misie. Otworzyłam drzwi od swojego pokoju.Muzyka niosła się z dołu. Zbiegłam szybko po schodach. Nikogo nie było. Boże co za patologia. Wyłączyłam wielkie stereo,które dudniło niemiłosiernie i odetchnęłam. Dobrze,że pani Pitch odpuściła sobie dzisiaj dzwonienia na policję, bo znów zastaliby mnie w piżamach. To za pierwszym razem nie było śmieszne,ale za piątym już w ogóle nic nie powiem. Zawsze szukam plusów mieszkania z siostrą,ale nigdy jakoś dziwnym trafem ich nie znajduje. Jak ją zobaczę to za siebie nie ręcze.
Żeby jakoś się uspokoić poszłam do kuchni i nalałam sobie trochę soku. Upiłam łyk zimnej cieczy i czułam jak rozchodzi się po całym moim gardle. Upiłam następny łyk,ale niestety nie dane było mi przełknąć, bo moja siostra za bardzo mnie przestraszyła i wyplułam zawartość mojej buzi na marmurowe kafelki.
-Czy ciebie już do reszty pogięło?!
-Troszke.
-Wydaję mi się,że więcej niż troszkę. - Otarłam swoją twarz ręką. - Posprzątaj to!
-Już,już. Co cie dzisiaj ugryzło?
-Hmmm...no nie wiem, może to,że znowu stereo grało na całą chate?!
-Mów sobie co chcesz,ale to najlepszy sposób,żeby cię obudzić.
-Ej,a próbowałaś po prostu krzyknąć?
-A wiesz,że nie?
-Z kim ja żyje.
Wycofałam się do salonu i rozsiadłam na skórzanej sofie. Niestety to też nie było mi dane,bo zadzwonił dzwonek,który oznaczał,że mamy gościa. Pewnie to pani Pitch,albo co gorsza policja.
Wstałam i podeszłam do drzwi. Teraz żałuję,że nie wzięłyśmy ze Stellą tych drzwi z dziurką przez którą widać kto idzie. Wzięłam parę oddechów i otworzyłam.
To wcale nie była pani Pitch,tylko Brian. Przetarłam oczy ze zmęczenia.
-Brian, głupku. Miałeś być na 12.
-No tak, bo jest 12,prawda?
-Nie? Jest 9:30. Patrz.
Chwyciłam chłopaka za kurtkę i pokazałam na zegar w przedpokoju.
-Tak. Tylko,że ten zegar nie działa, Rose.
Wtedy rzeczywiście zobaczyłam, że zegarowi nie ruszają się wskazówki. Rany.
-O rzesz w dupcię. Sorki,ale w domu jest tylko ten zegar.
-Nie ma sprawy. No to co? Spotkamy się jutro,tak?
-Wiesz. Ee,jutro to nie za bardzo bo ide z Katy na zakupy. A co powiesz na pojutrze?
-Pasuje.
-Jeszcze raz, serio cię przepraszam.
-A ja ci jeszcze raz powtarzam,że nie ma sprawy.
Uśmiechnęłam się i zamknęłam za chłopakiem drzwi. Ostatnio jest przy mnie jakiś spięty. Ciekawe o co może mu chodzić?
Skoro nie miałam żadnych planów na dzisiejszy dzień to wreszcie sobie poleniuchuje. Uśmiechnęłam się aż na samą myśl. Wróciłam do kuchni,żeby oznajmić Stelli,że dziś nic nie robię,bo byłam z tego naprawdę dumna.
-Stella,dzisiaj nic nie robię.
-Jak to nic? Idziesz ze mną na imprezę.
-Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć?
-Właśnie w tej chwili.
Moja siostra ma inteligencje jak pierwszoklasista. To zrozumiałe, tylko czemu to akurat ja musze mieć siostrę? Czemu nie przytrafiło się to komuś kto takiej siostry nie ma?
-Za 15 minut wychodzimy.
-Ale gdzie?
-No na zakupy.
Momencik. Moja siostra spojrzała na zegar mówiąc że "wychodzimy za 15 minut", a on nie działa,więc będę mogła się jeszcze przespać, i przy okazji nie pójść na tą imprezę.
-Ok. Stella. 15 minut.
Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam na górę. Ogarnęłam trochę w pokoju i położyłam się do snu. Już odchodziłam do krainy Mofeusza,gdzie jest tak błogo,ale to chyba też nie było mi dane,bo prosto przy moim uchu zabrzmiał klakson.
-15 minut minęło! Co ty śpisz?! Przecież miałyśmy już wychodzić!
Nie no serio?! Akurat w takiej rzeczy musiała być mądra?
-O jeny. Zasnęło mi się. Daj mi jeszcze 15 minut.
-Dobra,ale wstawaj!
W takich momentach chce mi się klnąć i wrzeszczeć na cały świat.
Zerwałam się z łóżka i wyciągnęłam jakieś rzeczy na dzisiaj. Był to biały sweter i zwykłe czarne rurki. Przeczesałam włosy i było dobrze. Żadne buty nie pasowały do tego wystroju,więc musiałam pójść wziąć jakieś od Stelli. Okazało się,że ma więcej ciuchów ode mnie co było oburzające,więc zabrałam kilka jej sukienek i wysokie,czarne buty na koturnie. Nie zorientuje się. Zbiegłam znowu na dół o mało się nie zabijając na tych koturnach.
-Masz.
-Co to?
-Torebka? W środku masz telefon i moje pieniądze,bo ja nie mam na nie miejsca.
-Stella. Idziemy na zakupy,żeby coś kupić, a ty nie masz już miejsca na pieniądze?
-Moja torebka, to nie jest torba. To po pierwsze. A po drugie, ten portfel jest za duży do mojej torebki, a jest z czystej włoskiej skóry,więc trzeba go wziąć.
-Ja pierdole.
-Hmmm?
-Nie nic,nic.
:* // love
~Bohaterowie~
*Cytaty do każdego bohatera są zaraz pod ich imieniem i nazwiskiem*
Rosalie Parks (Rose) - 18 lat
"Historia jak z bajki dla dzieci. Dwa różne światy, jeden rytm serca. Ten jedyny? Nie sądze."
Harry Styles - 19 lat
"Istnieje ktoś kto mógłby wreszcie dać mi to czego od tak długa szukam? Na pewno. Ale ile mam szukać?"
Zayn Malik - 20 lat
"Cholerny świat, w którym nie możesz już być sobą. Musisz udawać zupełnie inną osobę. Udawać,że kogoś kochasz. Zależy mi na prawdzie, naturalności, na czymś nowym. Co się okazuje? Poznaję ją."
Louis Tomlinson - 21 lat
"Znam jego, ją poznaje. Niby świetnie do siebie dopasowani,jednak coś ciągle ich od siebie odpycha. Może nie coś,ale ktoś? Ja musze udawać. Borykać się z czymś chorym. To było zwykłe marzenie,teraz to koszmar, z którego nie można się obudzić."
Liam Payne - 20 lat
"Zespół wisi na włosku. Nie dziwie się im. Przychodzi czas pożegnania,którego przez nią nie ma. Ratuje nas wszystkich, razem jak i z osobna. Możnaby ją nazwać aniołem."
Niall Horan - 20 lat
"Myślą,że nie widzę jak cierpią. Myślą,że dostatecznie to ukrywają. Widzę to,widzę wszystko. Nie mam aż tylu problemów ale na mojej drodze staję ktoś wyjątkowy. I to dzięki niej. "
Stella Parks - 19 lat
"To wszystko takie poplątane. Znam ją lepiej niż ktokolwiek,jestem jej siostrą,ale pojawia się on. Zmienia ją i rani. Ja stoję z boku nie myśląc o miłości, myśląc o niej. "
Katy Benet - 18 lat
"Chce jej szczęścia. Nie szczęścia tej usranej gwiazdki,która ją niszczy od środka!"
Brian Pinnock - 18 lat
"Kocham ją, ale przenigdy nie zdołam powiedzieć czegoś co mogłoby zaprzepaścić to co teraz mam"
Krótkie przedstawienie postaci,żebyście się połapali. //love
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








